Miłosierny czyli jaki?

W Słowniku Języka Polskiego, czyli naszego ojczystego, pod hasłem „miłosierny” znajdujemy następujące wyjaśnienie: okazujący dobroć, zrozumienie i współczucie osobie cierpiącej, poszkodowanej. 
Takiego właśnie Boga przedstawił nam Jezus Chrystus, kiedy opowiadał o Nim słuchającym. To była prawdziwie dobra nowina, bo Żydzi, jak wielu z nas, postrzegali Boga przede wszystkim jako sprawiedliwego sędziego, który za dobre wynagradza, a za złe karze. 
Tymczasem Jezus nie chciał byśmy się Go bali. 

Bóg jest przede wszystkim naszym Ojcem. 
Nie takim, jak nasi ziemscy ojcowie, ani może jak wielu z nas w stosunku do swoich dzieci.
Psalmista woła z radością, że Bóg „nie postępuje z nami według naszych grzechów, ani według win naszych nam nie odpłaca!”
Właśnie dlatego, że jest miłosierny, że okazuje nam dobroć, zrozumienie
i współczucie.

Gdyby ktoś miał problem ze słowem „dobroć” (wszak staje się ono powoli wyrazem obcym w naszej kulturze), oznacza ono kierowanie się w postępowaniu życzliwością i chęcią niesienia pomocy. 

Bóg chce nam pomagać! Każdy dobry ojciec chce pomagać swemu dziecku. 
I jak dobry Ojciec, nie narzuca Swojej woli, ale pozwala człowiekowi iść własną drogą, nawet za cenę popełniania błędów i gromadzenia ran i siniaków na ciele
i duszy. 

Bóg rozumie ograniczenia jakie stwarza człowiekowi jego ludzka natura, nieodwracalnie uszkodzona przez grzech. Jezus Chrystus po to przybrał ludzkie ciało, byśmy uwierzyli, że nic, co ludzkie nie jest Mu obce. On wie, jak trudno walczyć ze słabościami i jak bardzo boli samotność, zdrada, niezrozumienie, zawiść ludzka, głupota, zatwardziałość serc i umysłów. 
On – Bóg tego wszystkiego doświadczył, On to rozumie. 
Jego miłosierdzie to połączenie dobroci, zrozumienia i współczucia dla naszego myślenia i postępowania.

Z miłości i dla miłości nas stworzył. Wyposażył nas we wszystko, czego potrzebowaliśmy, by żyć pełnią życia. Mieliśmy tylko być szczęśliwi. Ale pierwsi ludzie wybrali Szatana, bo zapragnęli być jak Bóg – wszechwiedzący
i wszechmocni.

Powiesz, że gdybyś Ty był na miejscu Adama, gdybyś Ty była Ewą, nie zrobilibyście tego, co oni? 
Każdym złym czynem mówisz Bogu „PRECZ z mojego życia!”: gniewem, obmową, oszczerstwem, pijaństwem, kradzieżą, nienawiścią, złym słowem, papierosem, narkotykami, zdradą współmałżonka, zapiekaniem się w złości, pychą, chciwością, lenistwem. 
Wymieniać dalej? 
Każdy z nas może wybrać coś dla siebie z tej listy, a nawet do niej coś dołożyć… 

Tymczasem Pan Bóg nie mówi nam „PRECZ z moich oczu!”
On czeka na nas w każdej minucie. Ze łzami w oczach tuli nas do serca
w konfesjonale, karmi duchowo w Komunii Świętej, ochrania i wspiera. 
Chce być nam Ojcem. 
Pragnie, byśmy Mu zaufali i pozwolili działać. 
Co Ciebie powstrzymuje przed całkowitym poddaniem się pod kierownictwo Ducha Świętego? 

Rok Miłosierdzia to szansa na powrót „do domu” – jak ewangeliczny Syn Marnotrawny. 
Pomyśl więc – masz Ojca w Niebie, który wszystko może i który chce Cię wspierać. 

Porzuć strach przed Jego gniewem, lęk przed sprawiedliwością, wstyd przed przyznaniem się, że przetrwoniłeś życie. On da Ci nowe życie, nową godność, nowe szanse. 
Tylko podnieś się i pójdź w Jego kierunku!
On sam wyjdzie Ci na spotkanie. 

Bo jest miłosierny…

Niezwykła modlitwa
do św. Michała Archanioła

 „Pewnego poranka (13 października 1884 r.) wielki papież Leon XIII zakończył Mszę św. 
i uczestniczył w innej, odprawiając dziękczynienie, jak to zawsze miał zwyczaj czynić. 
W pewnej chwili zauważono, że energicznie podniósł głowę, a następnie utkwił swój wzrok w czymś, co się unosiło nad głową kapłana odprawiającego Mszę św. 
Wpatrywał się niewzruszenie, bez mrugnięcia okiem, ale z uczuciem przerażenia i zdziwienia, mieniąc się na twarzy.

Coś dziwnego, coś nadzwyczajnego działo się z nim.

Wreszcie, jakby przychodząc do siebie, dał lekkim, ale energicznym uderzeniem dłoni znak, wstał i udał się do swego prywatnego gabinetu.

Na pytanie zadane przyciszonym głosem: «Czy Ojciec święty nie czuje się dobrze? Może czegoś potrzebuje?» - odpowiedział: «Nic, nic».
Po upływie pół godziny kazał przywołać Sekretarza Kongregacji Rytów, dał zapisany arkusz papieru, polecił wydrukować go i rozesłać do wszystkich
w świecie biskupów, ordynariuszy diecezji”.
(Cytat za Amorth G. Wyznania egzorcysty, Częstochowa 1997, s. 36). Tekst zawierał modlitwę do św. Michała Archanioła, która brzmi: 

„Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości i zasadzkom Złego Ducha bądź naszą obroną.
Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy.
A Ty, wodzu niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą,
mocą Bożą strąć do piekła.
Amen”. 

Walka duchowa dobra ze złem toczy się nieprzerwanie od chwili upadku pierwszego człowieka. Czy nam się to podoba, czy nie, jeteśmy jej częścią i nie możemy pozostać neutralni. Nie da się ani stanąć z boku, ani przybrać postawy obserwatora. 

Święty Ignacy Loyola wyróżnia dwa obozy: jeden „Pod sztandarami Chrystusa”, drugi „Pod sztandarami Szatana”. Każdy człowiek, musi opowiedzieć się po którejś ze stron. 

Dziś chrześcijanin jest szczególnie narażony na ataki Złego, którego zwycięstwem jest oderwać go od Chrystusa i Jego Kościoła i doprowadzić do wiecznego potępienia. Szatan nienawidzi Boga, a przez to również człowieka, który jest ukochanym stworzeniem Boga. Diabeł nie ma nad Bogiem żadnej władzy, ale może Mu zadawać ból, odbierając Mu Jego dzieci.

Modlitwa do św. Michała Archanioła nazywana jest egzorcyzmem prywatnym, czyli modlitwą indywidualną, którą odmawia sie w chwilach pokus, nękania złego ducha, w celu uwolnienia od wpływu Szatana.

Jest ona również egzorcyzmem porannym, któego celem jest ochrona nas przed zasadzkami diabła i jego demonów w ciągu dnia. 

Odmawiana była w kościółach, zgodnie z wolą Papieża Leona III, po każdej Mszy Św. aż do lat 50-tych, jako modlitwa wstawiennicza za cały Kościół (duchowieństwo i lud Boży). 

W czasach szczególnego nasilenia ataków Szatana, modlitwa do Św. Michała Archanioła zaczyna wracać do kościółów, jako potężna broń w walce ze złem. Człowiek sam z siebie, bez pomocy Boga i bez Jego łaski, niczego nie może uczynić, a tym bardziej ochronić siebie i swoich bliskich przed mocami ciemności. 
Potrzebujemy pomocy "z Góry", a św. Michał Archanioł jest od czasów biblijnych znany jako "obrońca ludu Bożego. 

Chciałbym, aby modlitwa to stała się również stałym elementem naszych spotkań liturgicznych. 
Rozdne obrazki z wizerunkiem św. Michała Archanioła oraz modlitwą o Jego pomoc w walce ze złem niech posłużą nam do wspólnego jej odmawiania po Mszach Świętych oraz do indywidualnej modlitwy w ciągu dnia. 

Moc Ducha Świętego

Duch Święty jest tym, czego czlowiek najbardziej w życiu potrzebuje.
Sam Chrystus nam Go obiecał i słowa dotrzymuje. 
Jezus wie, że bez Ducha Świętego zginiemy w szaleństwie tego świata. 
Posyła Go do nas z siedmioma darami, które zaspokajają wszelkie potrzeby ludzkie:
  • darem mądrości
  • rozumu
  • rady
  • męstwa
  • umiejętności
  • pobożności
  • bojaźni Bożej.

Jeżeli dokładnie przyjrzymy się tym darom, dojdziemy do wniosku, że naprawdę niczego więcej nam nie trzeba, by dobrze przeżyć nasze życie, w radości i pomyślności. 

Mądrość  to rozumienie świata i drugiego człowieka, uczenie się na błędach własnych
i innych ludzi, wyciąganie wniosków z życiowych doświadczeń, zrozumienie własnej słabości i ulotności ludzkiego życia.

Rozum to zdolność odróżniania dobra od zła, rzeczy wartościowych od śmieci, wielkich spraw od błahostek.

Umiejętność pomaga dobrze wybierać, stanąć po właściwej stronie, dostrzec potrzeby innych ludzi, wspólnoty, otoczenia, własnego kraju. 
Pozwala wybaczać, akceptować sprawy, na które nie mamy wpływu, przyjmować codzienne doświadczenia, radzić sobie w chwilach próby, choroby, cieprienia.

Męstwo umożliwia obronę wyznawanych wartości, własnej religii, obranej drogi.
Trzyma człowieka w pionie, kiedy przychodzą chwile zwątpienia, załamania, słabości, kiedy świat wokół wydaje się wrogim, okrutnym miejscem, a diabeł nie przestaje namawiać do obrania lżejszych, bardziej rozrywkowych opcji życiowych.

Dar rady to rozróżnianie, co należy czynić w różnych sytuacjach, zarówno jeżeli chodzi
o nas samych, jak i o drugiego człowieka. 
To pomaganie ludziom w sytuacjach kryzysowych, służenie dobrym słowem, wychowywanie. 

Pobożność to szacunek dla Boga, przejawiający się w sposobie zachowania, mówienia, myślenia. W ten sposób człowiek patrzący na nas z boku ocenia naszą relację z Bogiem. 
Jest świadectwem, które pociąga innych do Jezusa i Jego Kościoła, oraz sprawia, że stajemy się autentyczni w naszej wierze. 

Bojaźń Boża to pragnienie przylgnięcia do Boga, pełnienia Jego woli, zgadzanie się, by nami kierował. 
To nieustanne stawianie Go w centrum naszego życia, nawet za cenę wygody, awansu
w pracy, utraty kilku znajomych. 

Jezus w osobie Ducha Świętego ofiarowuje nam wszystko, czego nam potrzeba
w codziennym życiu i w bezpiecznym dotarciu do Domu Ojca.
Prosząc o Ducha Świętego, musimy zostać wysłuchani, bo prosimy zgodnie z wolą Bożą.

Zaczynając każdy dzień prośbą o Ducha Świętego, robimy sobie największy prezent, bo otwieramy się na działanie Boga w naszym życiu i pozwalamy Mu działać.
Zaproś Ducha Świętego do Swojej codzienności, a przyjdzie z siedmioma darami. 
Jeżeli raz poczujesz Jego działanie, już nigdy nie będzie Ci obojętny!
Bycie Katolikiem to świadomy i dobrowolny wybór,
nie obowiązek!

Bóg od początku dał człowiekowi wolną wolę czynienia i wybierania dobra i zła,
i nieustannie szanuje te wybory, nawet jeśli ranią Go, a człowieka prowadzą prosto ku wiecznemu potępieniu.


„Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa
i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.
Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.
Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć,
błogosławieństwo i przekleństwo.
Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego,
słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi
i Jakubowi”.

Pwt 30, 15-20

Mogę skorzystać z prawa wyboru i odrzucić Boga. Mogę wybrać życie bez Niego. Mogę. Wolno mi. Sam Bóg pozostawił ten wybór mnie.

Zanim jednak wybiorę, muszę dokładnie wiedzieć, co wybieram, a co odrzucam. Aby wybór był w pełni świadomy, muszę też znać konsekwencje tego wyboru.
A jeśli odrzucam Boga i Jego naukę, to co wybieram w zamian?
W imię jakich wartości rezygnuję z wiary w Boga Ojca Wszechmogącego
i Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jedynego, który się począł z Ducha Świętego?
Co jest dla mnie ważniejesze?


W powyższym cytacie widzimy Boga, który nakazuje nam wybierać Jego naukę.
Nie robi tego dlatego, że jest tyranem narzucającym ludziom swoją wolę.
Robi to w trosce o nas, bo wie, że tylko ten wybór da nam szczęście - doczesne
i wieczne.
On wszystko o nas wie. Wie również to, co wolelibyśmy, aby pozostało
w ukryciu. Wie, jacy jesteśmy przewrotni i jak łatwo w życiu błądzimy.
Dlatego stawia na naszych ludzkich drogach potężny drogowskaz, którego nie sposób przegapić - Jezusa i Jego Kościół. To ma być dla nas punkt odniesienia
i bezpieczna przystań. On sam tam do Nas mówi na różne sposoby: do jednych - słowami Ewangelii i czytań, do drugich - słowami kapłana, do jeszcze innych -
w ciszy serca.

Pamiętaj, nie musisz z tego korzystać!
Tylko co lepszego znajdziesz na tym świecie?...
c.d.n.


ROK WIARY A NASZA WIARA

„Jezus (…) wymaga w wierze rzeczy wielkich.
Tu należy zaniechać kontroli, nie znać miary, być nienasyconym i domagać się wszystkiego, czego się chce. Bez granic, bez przerwy, po prostu jak dziecko. W każdej sytuacji, w każdej sprawie.
Nawet grzechem jest ograniczać się do samego siebie i nie domagać się wszystkiego od Boga, nie składać na Niego wszystkich trosk inie zamieniać z Jezusem własnego jarzma.
Czemubojaźliwi jesteście, małej wary – gani uczniów.”

(Peter Seewald JEZUS CHRYSTUS BIOGRAFIA, str. 303)

To nie jest charakterystyka naszej wiary. Nasza jest mocno kontrolowana przez rozsądek, zachowawcza i interesowna. Mówimy, że wierzymy w Boga. A Bogu wierzymy?
Bo to nie to samo.


Jezus powiedział jasno i wyraźnie: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy strudzeni i obciążeni jesteście. Ja Was pokrzepię.”
Innymi słowy „Przyjdźcie do mnie zmęczeni swoją pracą, położeniem, sytuacją życiową czy rodzinną, wypaleni zawodowo, zniechęceni tym, co niesie życie, beznadziejnością sytuacji, problemami nie do rozwiązania, chorobami nie do wyleczenia, niezgodą w rodzinie, brakiem pracy i stabilizacji finansowej. Przyjdźcie z tym wszystkim, co was męczy i obciąża psychicznie i fizycznie. Ja wam pomogę” – mówi Jezus.

Powtarza to samo od ponad 2000 lat. Słyszeliśmy to setki razy. Może nawet czytaliśmy ten
fragment wielokrotnie w Piśmie Świętym.
I co – idziemy z tym wszystkim do Chrystusa? Zanosimy Mu nasze cierpienia? Powierzamy nasze sprawy? Czekamy na Jego pomoc i interwencję? A może wcale nie wierzymy, że może zaradzić naszym biedom? Za dużo w nas lęku przed porażką, za mało dziecięcej ufności… Kiedy dziecko usłyszy od rodzica „Zaraz ci zrobię kanapkę”, ani przez moment nie wątpi, że tak będzie! Nie zastanawia się, czy rodzic mówił serio, czy tylko chciał go zbyć.

Dziecko nie zna tak pokrętnego myślenia, dlatego Jezus radził nam stać się jak dzieci, bo tylko
wtedy nie będziemy mieć oporów przed wiarą. Dorosły kalkuluje i kombinuje. Boi się, że nie zasługuje na Bożą dobroć – w końcu ma swoje za uszami. Myśli po ludzku – skoro jestem nie w porządku w stosunku do sąsiada, to przecież nie pójdę go poprosić o przysługę, bo po pierwsze, jest mi głupio i niezręcznie, a po drugie, sąsiad na pewno jest pamiętliwy i teraz odda mi pięknym za nadobne. Ten sam schemat myślenia przekładamy na nasze relacje z Panem Bogiem.

A czy Jezus powiedział, że zaprasza do siebie tylko swoich znajomych, przyjaciół i rodzinę? Nie. Powiedział „Przyjdźcie do mnie WSZYSCY.” Wszyscy, to wszyscy. Ja również. I mój sąsiad, którego nie lubię. I mój kuzyn, do którego mam żal. I mąż, który przepija pół wypłaty. I dziecko,
które pozjadało wszystkie rozumy i nie chce słuchać rad swoich własnych rodziców. I każdy, absolutnie każdy człowiek ma zaproszenie do Chrystusa. Nawet ten, który - naszym zdaniem – na to nie zasługuje. Nawet ja – choćbym był najgorszym z ludzi. Tak jest, bo sam Jezus tak powiedział.Wierzysz Mu? Czy tylko wierzysz w Niego? Bo to nie to samo!

Zastanów się nad tym.
Spójrz na swoje życie, jako człowieka wierzącego i odpowiedz sobie na pytanie:
Czy ja choć raz byłem u Jezusa z moimi sprawami i problemami z wiarą, że On mnie naprawdę słyszy i chce mi pomagać?
Czy rozmawiam z Bogiem, jak małe dziecko z rodzicem?
Czy nie waham się mówić Bogu wszystkiego, prosić, błagać, nawet marudzić?”


Dziecko ma swoje sposoby, by wyegzekwować od dorosłych to, czego chce. Robi to czasem
z uśmiechem i wdziękiem, innym razem płacząc i tupiąc nogami.
Jezus tego nie gani. Wręcz przeciwnie – mówi do nas „Bądźcie właśnie tacy! W końcu Bóg jest Waszym Ojcem i ma do was słabość, dokładnie tak samo, jak wy macie do swoich dzieci!”

Korzystajmy z tego! Nasza wiara daje nam do tego prawo!
Pod warunkiem, że wierzymy nie tylko w Boga, ale i Jego słowom!
JK